DO PRZECZYTANIA, DO OBEJRZENIA, DO POSŁUCHANIA
Autor: DARIUSZ MÓL
Do słuchania - Mayra Andrade i Eurythmics
DODANO: 2010/08/05
|
„Stória, Stória..." to drugi album Mayry Andrade, 25-letniej wokalistki urodzonej na Kubie, która wychowała się na Wyspach Zielonego Przylądka, a także w Senegalu, Angoli i Niemczech. Obecnie mieszka w Paryżu. Nieprzypadkowo wymieniam te wszystkie miejsca, gdyż Mayra w swojej muzyce łączy różne style - od etnicznych, afrykańskich brzmień, po brazylijskie rytmy, soul i jazz, a śpiewa po portugalsku i francusku. Jej ciepły, niski głos działa kojąco, a piosenki wprawiają w dobry nastrój. Zupełnie jak nagrania Césarii Évory. Nie znałem wcześniejszych dokonań Mayry (jej debiutancki krążek „Navega " ukazał się w 2005 r.), więc gdy dostałem „Stória, Stória..." nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Zaskoczenie było duże. Młoda wokalistka okazała się bardzo dojrzała muzycznie. Najprościej byłoby jej muzykę zaszufladkować do nurtu world music, ale w przypadku Mayry szuflada okazuje się miejscami dziurawa. Oczywiście, w piosenkach słychać mnóstwo etnicznych instrumentów oraz charakterystycznych dla Wysp Zielonego Przylądka rytmów morny, coladeiry czy bandeiry, ale co powiedzieć o takich nagraniach jak „Seu", w którym do głosu dochodzą rozmarzone jazzowo wiolonczela i skrzydłówka? Albo genialne pianino w „Konsiénsa"? Zresztą na tej błyskotliwej płycie kryje się wiele muzycznych niespodzianek - jak choćby cudnie sentymentalna „Morena, Menina Linda". Tak, krążek „Stória, Stória..." to album, którego nie sposób zapomnieć i na pewno często będę do niego wracał. Na zachętę proponuję posłuchać akustycznej wersji piosenki „Stória, Stória". Wyd. Sony Music |
![]() |
Kilka tygodni temu pisałem o solowej płycie Annie Lennox „Diva". Tym razem chciałbym przypomnieć ósmy album w dyskografii Eurythmics - „Savage" (1988 r.). To krążek, którym - po rocko-soulowych „Be Yourself Tonight" i „Revenge" - Annie Lennox i Dave A. Stewart powracają do elektronicznych (syntezatorowych) brzmień z początku lat 80. XX wieku znanych z płyt „Sweet Dreams" czy „Touch". Choć „Savage" nie cieszył się taką popularnością jak wcześniejsze albumy duetu, dla mnie jest jednym z ich najlepszych krążków. Cenię to wydawnictwo od pierwszego, do ostatniego nagrania - od „Beethoven (I Love To Listen To)" po „Brand New Day". Każda z 12 piosenek ma swój niepowtarzalny klimat i jest genialna w swojej prostocie. Każdą znam praktycznie na pamięć i wiele razy łapałem się na tym, że nuciłem sobie np. „You Have Placed A Chill In My Heart", „I Need You", „Put The Blame On Me " czy „Shame". Niedawno też graliśmy z przyjaciółmi w „tysiąca" i dla przypomnienia starych, dobrych, młodszych czasów włączyłem właśnie „Savage". Przy każdym kawałku ktoś z nas mówił, że to najlepszy numer na płycie, by w końcu stwierdzić, że wszystkie są po prostu świetne. A kiedy po ostatnim nagraniu zaległa cisza - włączyłem album od początku. Obecnie wielu artystów wykorzystuje elektroniczne klimaty lat 80. w swoich nagraniach, tymczasem Eurythmics to prekursorzy takiego grania. Warto więc sięgnąć do źródła :) Muszę też wspomnieć o teledyskach do „Savage", bo to wizualne majstersztyki. Większość z nich wyreżyserowała Sophie Muller (autorka klipów wielu znakomitych wykonawców, m.in. Sade, Blur, No Doubt), która perfekcyjnie wykorzystała otwartość Annie Lennox na wizualne metamorfozy (obie panie spotkały się później jeszcze kilka razy - np. przy produkcji wideoklipów do „Divy"). W otwierającym album „Beethoven (I Love To Listen To)" Annie, jako sfrustrowana gospodyni domowa ma już dość przygotowania obiadków, sprzątania, zajmowania się nieznośną córką. Powoli dojrzewa w niej decyzja do rzucenia w diabły takiego życia i zrobienia czegoś szalonego. W końcu przeistacza się w blond wampa (patrz okładka) przypominającego lalkę Barbie i wychodzi z domu, by np. wykrzyczeć do mikrofonu w kolejnym nagraniu „I Need A Man", albo sunąć różowym cadillakiem pod palmami Los Angeles w „Heaven". Tak, słuchanie „Savage" zarówno sauté, jak i z podkładem wizualnym sprawia mi wielką przyjemność. A na zachętę proponuję obejrzeć właśnie teledysk do „Beethoven (I Love To Listen To)". Wyd. RCA |
Autor
Dariusz Mieczysław Mól
Jestem dziennikarzem i reporterem. Pracowałem m.in. w „Super Expressie”, tygodniku „Naj”, miesięczniku „Claudia”. Od kilku lat pracuję jako „wolny strzelec”, prowadząc własną działalność jako „Mól TEKSTowy”.
Kategorie
Ostatnie wpisy
- Do posłuchania - Norah Jones "Little Broken Hearts"
2012-05-11 - Do obejrzenia - "Habemus papam - Mamy papieża" i "Mali agenci - wyścig z czasem"
2012-05-11 - Do obejrzenia - "Listy do M."
2012-05-04 - Do poczytania - "80 milionów" i "W kleszczach lęku"
2012-05-04 - Do poczytania - "Sprawa Rembrandta" i "Sztuka aranżacji wnętrz"
2012-04-27
Tagi
Archiwum wpisów
- Maj 2012
- Kwiecień 2012
- Marzec 2012
- Luty 2012
- Styczeń 2012
- Grudzień 2011
- Listopad 2011
- Październik 2011
- Wrzesień 2011
- Sierpień 2011
- Lipiec 2011
- Czerwiec 2011
- Maj 2011
- Kwiecień 2011
- Marzec 2011
- Luty 2011
- Styczeń 2011
- Grudzień 2010
- Listopad 2010
- Październik 2010
- Wrzesień 2010
- Sierpień 2010
- Lipiec 2010
- Czerwiec 2010
- Maj 2010
- Kwiecień 2010

