DO PRZECZYTANIA, DO OBEJRZENIA, DO POSŁUCHANIA
Autor: DARIUSZ MÓL

Do obejrzenia - "Milion dolarów" i "Beethoven. Świąteczna przygoda"

DODANO: 2011/12/23

milion
Na nowy pełnometrażowy film Janusza Kondratiuka musieliśmy czekać prawie dekadę. Ale według mnie opłacało się, bo znany z celnych obserwacji społecznych reżyser zafundował nam komedię, która bezlitośnie obnaża nasze polskie piekiełko - w którym nie dens ma sens, tylko kasa. I to nie byle jaka, bo ponad milion dolarów. Co ludzie są w stanie zrobić dla takiej mamony? Kondratiuk pokazuje, że baaaaardzo dużo. A wszystko przez naiwną staruszkę - panią Hanię (Barbara Krafftówna). To właśnie ona wygaduje się swojej sąsiadce Bożence (świetna Kinga Preis), że po śmierci męża na jej konto spłynęło ponad milion dolarów. Bożenka pracuje w banku, zna hasło do konta pani Hani i wpada na pomysł „transferu" pieniędzy na inny rachunek. A wszystko dlatego, że dość już ma tyrania od świtu do nocy za marne grosze, chce kupować sobie rzeczy z reklam i zapewnić godną przyszłość dziecku, które niedługo urodzi. Na męża nie ma co liczyć, bo Stasiunek (Tomasz Karolak) to nieudacznik, któremu tylko muzyka w głowie. Kiedy pani Hania umiera, Bożenka postanawia jak najszybciej wypłacić „zielone", tylko że o kasie dowiaduje się więcej osób. A to oznacza kłopoty...

Tak naprawdę w „Milionie dolarów" nie chodzi ani o żarty słowne, ani o dowcip sytuacyjny, ani o dziury w scenariuszu, ani prawdopodobieństwo wydarzeń (choć są gagi i dialogi, które mają szansę wejść do głównego obiegu, np. „zepsułeś atmosferę castingu") - Janusz Kondratiuk pod komediowym płaszczykiem obnaża bowiem nasz polski relatywizm, zawiść, zazdrość, chciwość, małostkowość, życie na pokaz i wszechobecną pogoń za dużą kasą, dzięki której „będziesz mogła sobie tipsy zrobić". Pewnie, że wszystko, co na ekranie wydaje się przerysowane, jasne, że nie można przykładać jednej miary do każdego, wierzę, że ludzie nie są z gruntu źli i głupi, ale Kondratiuk po raz kolejny udowodnił, że ma bystre oko i widzi to, co czasem nam umyka, albo co chętnie zamieciemy pod dywan. A może rzeczywiście tylko dens ma sens? Nie ma łatwych odpowiedzi - są tylko sytuacje, w jakie się wikłamy.

Dystr. TiM Film Studio




beethoven Beethoven po kilku latach nieobecności na ekranie znów pojawia się w filmie - tym razem gwiazdkowym. Słynny bernardyn musi uratować święta dla wszystkich dzieci na świecie, bo elf Henry nie dość, że pozwolił uciec reniferom z zaprzęgu Świętego Mikołaja, to jeszcze zgubił jego cudowny worek, w którym znajdowały się podarunki. Czy uda się odzyskać drogocenny ładunek - oczywiście, że tak, ale zanim to nastąpi Beethoven, jego nastoletni przyjaciel Mason, elf Henry i pewna bezdomna suczka przeżyją całą masę przygód. I przekonają się, że takie wartości, jak miłość, wyrozumiałość i odpowiedzialność za innych naprawdę są w cenie.

„Beethoven. Świąteczna przygoda", jak na familijno-świąteczny film przystało jest zabawny i ciepły. Do tego po raz pierwszy na ekranie śliniący się bernardyn przemawia ludzkim głosem, co powoduje wiele komicznych sytuacji. Może fabuła nie zaskakuje, ale przecież w świątecznych produkcjach nie chodzi o odkrywanie nowych lądów - bardziej liczy się pewna umowność, przymrużenie oka i bohaterowie budzący naszą sympatię. Pod tym względem „Beethoven" spełnia wszelkie kryteria rodzinnego kina. Moim bliskim się podobał :)

Dystr. TiM Film Studio


Autor

Dariusz Mieczysław Mól

Jestem dziennikarzem i reporterem. Pracowałem m.in. w „Super Expressie”, tygodniku „Naj”, miesięczniku „Claudia”. Od kilku lat pracuję jako „wolny strzelec”, prowadząc własną działalność jako „Mól TEKSTowy”.

WIĘCEJ

Kategorie

Ostatnie wpisy

Tagi

Archiwum wpisów